06 LUT

Wełna, wełna... wełna 11.07 widać koniec

Ciąg dalszy walki z wełną, temperatura na zewnątrz +28, a tu trzeba pracować w długich spodniach i długim rękawie, bo wełna daje ostro popalić w kontakcie ze skórą. Najgorsze były do zrobienia sufity. To już za nami, większość już za nami jeśli chodzi o parter :)

Taktyka prosta:
- jedna osoba na dole z osprzętem: miarka, nóż do cięcia wełny, poziomica służąca jak linijka do cięcia równo wełny
- druga osoba na "rusztowaniu" ze styropianu , miarka, taker, zszywki, sznurek i nóż :)

Robota idzie dość sprawnie, nie można wykonywać za dużo szybkich ruchów bo wełna pyli jak diabli ale jak się człowiek nie przeciera to jest OK :)

Wełna w strop układana 4 razy po 5cm jak ja to nazywam "na ząbek", czyli każda zachodzi za każdą i w ten sposób nigdzie nie ma "prześwitu na wylot". Moim zdaniem nawet z tego względu lepiej 4 razy po 5cm niż raz 20cm. Więcej roboty przy tym ale do zniesienia :)
Każda wełna ułożona daje uśmiech na twarzy, a za połową jest już naprawdę z górki, potrzeba chwilę przywyknąć do klimatu pracy z wełną i idzie jak po maśle :)

Na cały dom poszło prawie 3 kilometry sznurka tego co trzyma wełnę :) mówię tutaj o parterze i poddaszu :)

Dwa pokoje są już zrobione na gotowo, zaczynamy zakrywać wełnę folią paroizolacyjną :) a o tym już niebawem :)

Galeria zdjęć